Po godzinach
Po godzinach jestem jakiś inny
Jestem taki, jakim mi być nie wypada
Po powrocie do domu zdejmuję moją groźną twarz
Powalające spojrzenie rzucam gdzieś w kąt
Odkładam na półkę moją macho-żel fryzurę
Zdejmuję moje szerokie bary i całą tę muskulaturę
Zrzucam z siebie kostium skurwysyna
(Jak wiadomo, skurwysyństwo jest bardzo modne w tym sezonie)
Zrzucam z siebie to całe przebranie
Bo w sumie czasem mi ono ciąży
Bo w domu nie mam nikogo, kogo mógłbym nim omamić
Półnagi, taki rachityk, idę do mojego łóżka
Z pewnym wstydem szukam ciepła w mojej dużej puchowej kołdrze
Szukam tego ciepła, którego na co dzień tak bardzo mi brak
Upewniwszy się, że nikt mnie na tym nie nakryje
Zasypiam, ciepło myśląc o Tobie.
zostaw komentarz