Szkoda Papieru

no title

Posted in Uncategorized by wielebny on Kwiecień 13, 2009

podobno Gruzja płonie Tybet ginie
a Kosowo jest serbskie
podobno bo ja ich nigdy nie widziałem nawet
nie wiem czy istnieją może wy wiecie

widzicie ten rozbłysk na niebie?
to nie samolot to nie gwiazda spada
to zły imperator z kosmosu
wysadził w pył Matplanetę

wraz z Pi i Sigmą
i ich 6 miliardów małych współbraci
których ciała spłonęły
w nuklearnym holocauście

a mnie bardziej obchodzi
mój kurczak z frytkami

***

Posted in Uncategorized by wielebny on Marzec 10, 2009

łatwo być poetą gdy jest na horyzoncie
Laura o włosach jak łany zboża
Małgorzata o oczach szmaragdowych
czy chociażby
Maria cyprysem pachnąca

lecz cóż począć ma poeta
gdy wkoło same Mariole i Amandy

ekstrema

Posted in Uncategorized by wielebny on Marzec 10, 2009

półżywy gapię się w sufit
minuty kleją się jak melasa
leżę na łóżku palę papierosa
jeden niewłaściwy ruch i pościel w płomieniach
ach, nie ma to jak życie na krawędzi

jak zawsze

Posted in Uncategorized by wielebny on Marzec 10, 2009

po tym, coś mi zrobiła
konwencja nakazuje:
zalać się w trupa
iść po żyletkę
wsiąść do pociągu byle jakiego
siedzieć w deszczu ze zbitą miną

ale:
wódki nie lubię
krwi się brzydzę
do dworca mam daleko
jak na złość dziś nie pada
jak zawsze wszystko spierdolę

dla twojego dobra

Posted in Uncategorized by wielebny on Luty 16, 2009

„Czy nie możesz przestać?”
Nie, nie mogę

Nie myśl, że jestem sadystą
Nie myśl, że to mi  sprawia przyjemność

Ja wcale nie chcę ciebie bić
Robię to dla twojego dobra

Bo wierzę, że jak już opuszczę moje pięści
I zerwę z ciebie cały ten kokon strupów
Znajdę ciebie przemienioną w motyla

Rozmowy pociągowe

Posted in Uncategorized by wielebny on Luty 16, 2009

Pociąg do Torunia
a w środku – stara znajoma.
Masz ci los.

Podchodzę, uprzejmie zagaduję
Pytam się co u niej ona się pyta co u mnie
Ja udaję, że jej słucham
Ona udaje, że mnie słucha

Stukot kół, gówno słychać
Ale to nic nie przeszkadza

I tak sobie gawędzimy
Ja udaję, że się uśmiecham
Ona udaje, że na mnie patrzy
Pełna harmonia i porozumienie

Mieszkanie

Posted in Uncategorized by wielebny on Luty 16, 2009

Mamy dziwne mieszkanie
Bo wszystko jest w nim połączone:
Pralkosuszarka
Meblościanka
Wideotelefon
Lodówkozamrażarka
Jaity

Po godzinach

Posted in Uncategorized by wielebny on Luty 16, 2009

Po godzinach jestem jakiś inny
Jestem taki, jakim mi być nie wypada
Po powrocie do domu zdejmuję moją groźną twarz
Powalające spojrzenie rzucam gdzieś w kąt
Odkładam na półkę moją macho-żel fryzurę
Zdejmuję moje szerokie bary i całą tę muskulaturę
Zrzucam z siebie kostium skurwysyna
(Jak wiadomo, skurwysyństwo jest bardzo modne w tym sezonie)
Zrzucam z siebie to całe przebranie
Bo w sumie czasem mi ono ciąży
Bo w domu nie mam nikogo, kogo mógłbym nim omamić

Półnagi, taki rachityk, idę do mojego łóżka
Z pewnym wstydem szukam ciepła w mojej dużej puchowej kołdrze
Szukam tego ciepła, którego na co dzień tak bardzo mi brak
Upewniwszy się, że nikt mnie na tym nie nakryje
Zasypiam, ciepło myśląc o Tobie.

Rak

Posted in Uncategorized by wielebny on Luty 16, 2009

Mam raka
Pewnego dnia pojawił się nie wiadomo skąd
I zamieszkał na moim lewym udzie
Nikt go o to nie prosił, ale, co poradzić

Od kiedy on jest tutaj ze mną
Zacząłem jeść trochę więcej
Żeby był duży i silny
Bo obiecał mi, że jak dorośnie
To zabierze mnie gdzieś hen daleko stąd

Herr Thaddäus

Posted in Uncategorized by wielebny on Luty 16, 2009

PAN TADEUSZ

KSIĘGA CZTERNASTA: POJEDNANIE

W wieczornym świetle, nad brzegiem ruczaju
Gerwazy Sędziego rozbierał pomału.
Po jakże mozolnej z odzieniem walce
W kędziory na nogach wczepił swe palce
Chciał Sędzia zakrzyknąć: „Precz ręce ode mnie!”,
Lecz Klucznika sekrety i sztuczki tajemne,
O których legendy i plotki krążyły
Nowego ducha wprawiły w jego żyły.
A już całkiem umknął opór Soplicy
Na widok srogiej Rębajły kotwicy.
Z torsu Sędziego zerwawszy koszulę
Zaszedł go od tyłu, chwycił w dłoń swą szpulę
Pocałunkami czułymi jął pieścić plecy,
Językiem buszował wśród włosów na barkach,
Lecz napięcie narastało w jego świecy,
Więc siłą rzucił Soplicę na kolanka,
I bez subtelności zbędnych weń wkroczył.
Sędziemu dech zabrało, na wierzch wyszły oczy
Z ogromu zarówno bólu, jak i rozkoszy,
Którymi był wypełnion od stóp po uszy.
A choć niedługo potrwały te gody
(Bo przecież Gerwazy nie jest już młody),
To chwila ta jest niezmierzonej wagi
Bo Klucznik, od lat tak bardzo Soplicom wrogi
Pojednał się z tym rodem ostatecznie

Przyjaźnią, która będzie trwała wiecznie.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.